środa, 10 czerwca 2015

Wegańskie rodzicielstwo bez znieczulenia





Kiedyś wybrałam weganizm. Wybrałam go dla siebie i dla świata, który mnie otacza. Tak ten wybór traktowałam wtedy i traktuję dziś. Decyzja o tym, czy jemy mięso, czy nie dotyczy tylko naszego osobistego talerza. Zwartość naszej lodówki i kuchennych szafek ma wpływ na życie innych istot. Nie chcę uczestniczyć w zabijaniu, krzywdzeniu, wykorzystywaniu, więc robię to, co mogę, co potrafię, co jest w moim zasięgu – jestem weganką. Kiedy podejmowałam decyzję o wyeliminowaniu z diety nabiału i jajek (mięsa nie jadłam już dużo wcześniej) nie miałam pojęcia o tym jak wygląda wegański jadłospis i naprawdę myślałam, że weganie jedzą trawę. Ale byłam konsekwentna, a argumenty, które przekonały mnie do zmian były tak silne, że byłam gotowa żywić się do końca życia ryżem z warzywami :). Okazało się oczywiście, że dieta wegańska to mnogość możliwości, że moja kuchnia ożyła, nabrała kolorów, potrzebna była chwila na rozeznani, kilka blogów kulinarnych (dziś sama piszę bloga o wegańskim gotowaniu), trochę wiadomości o zdrowotnych walorach diety roślinnej. Bycie dorosłym weganinem jest dziecinnie proste. Oczywiście czeka nas kilka mniej przyjemnych rozmów z rodziną czy znajomymi, ale to wszystko jest chwilowe. A kiedy na spotkania przyjdziemy z wegańskim plackiem  z jagodami lub humusem z burakiem, zjednamy sobie najbardziej zagorzałych mięsożerców. Sprawy mają się zupełnie inaczej,  gdy  w wegańskiej rodzinie pojawia się dziecko. Wiem coś o tym, bo jestem mamą jedenastomiesięcznej Matyldy. Przekonanie o tym, że mięso i nabiał są nam potrzebne do rozwoju jest w naszym społeczeństwie bardzo silnie zakorzenione. Rodzice wegańskiego dziecka spotkają się najprawdopodobniej z krytyką ze strony rodziny, znajomych, nieznajomych, ale też lekarzy. Tak było z nami. Z własnych doświadczeń mogę poradzić wegańskim rodzicom, jeśli to tylko możliwe nie przyznawajcie się do diety w gabinecie lekarskim. My wyniku kilku zawirowań musieliśmy poinformować o naszej diecie już na sali poporodowej. I od pediatry usłyszeliśmy kilka niemiłych słów, które do tej pory dźwięczą mi w uszach. Pani doktor stwierdziła, że nasze dziecko nie będzie się normalnie rozwijać, będzie chorowite, będzie miało problemy ze skórą, z nauką w szkole. Naprawdę to nie są wróżby jakie chce usłyszeć matka kilkanaście  godzin po porodzie. Nasza pediatra na jednym ze szczepień powiedziała, że nasz wybór jest bardzo niebezpieczny, bo przecież nie wiemy co z takich dzieci wyrośnie. Mamy za sobą jeszcze kilka takich miłych rozmów. I to jest tak, można je po prostu zlekceważyć. Oprzeć się na stanowisku WHO lub na opinii Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego  i robić swoje. Jednak w praktyce nie jest to takie proste, przynajmniej dla mnie. Chciałabym mieć w lekarzu mojego dziecka  oparcie, poczucie że stanowimy jakiś wspólny front, że jeśli kiedyś Matylda będzie miała jakieś problemy ze zdrowiem (a przecież każdy jakieś czasami ma) jej schorzenia nie będą postrzegane wyłącznie przez pryzmat diety. Dopóki decyzja o weganizmie dotyczyła tylko mnie bez problemu rodziłam sobie z tym, że lekarze nie wiele wiedzą na temat diety wegańskiej, a co gorsze dobrze im z tym. Jednak od kiedy mam pod opieką istotę, za którą jestem w pełni odpowiedzialna, mam potrzebę poradzenie się, skonsultowania. I denerwuje mnie to, że tak trudno o lekarza, z którym można porozmawiać o weganizmie. A przecież stanowisko ADA jest jasne („Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne wyraża stanowisko, że odpowiednio zaplanowane diety wegetariańskie, w tym diety ściśle wegetariańskie, czyli wegańskie, są zdrowe, spełniają zapotrzebowanie żywieniowe i mogą zapewniać korzyści zdrowotne przy zapobieganiu i leczeniu niektórych chorób.
Dobrze zaplanowane diety wegetariańskie są odpowiednie dla osób na wszystkich etapach życia, włącznie z okresem ciąży i laktacji, niemowlęctwa, dzieciństwa, dojrzewania, oraz dla sportowców.” Źródło: Empatia.).  Na szczęcie, wbrew obawom naszej pediatry, nie jesteśmy jedynymi rodzicami, którzy zdecydowali się wprowadzić  wegańską dietę u swojego dziecka. Z pomocą przyszedł Internet i wegańskie znajomości. Znaleźliśmy lekarza, który zajmuję się opieką nad wegańskimi i wegetariańskimi rodzinami. W Warszawie w Instytucie Matki i Dziecka, w  Zakładzie Żywienia pracuje doktor Witold Klemarczyk. Na wizytę trzeba umawiać się z dużym wyprzężeniem, ale naprawdę warto. Pan doktor jest cudownym lekarzem, wzbudził nasze zaufanie, traktuje wegan jak normalnych ludzi. A my bardzo tego potrzebowaliśmy, by nie traktowano nas jak odmieńców, którzy na domiar złego wciągają w swoje dziwactwa dziecko. Myślę, że młodym rodzicom trudno sobie poradzić, gdy wokół ich decyzji związanych z dzieckiem narasta nieprzyjemna atmosfera potępienia.  I chociaż wiem, ze mam prawo wybrać weganizm dla siebie i dla mojego dziecka, potrzebowałam  takiego potwierdzenia z zewnątrz. Jeśli jesteście rodzicami młodego weganina czy weganki, polecam wizytę u doktora Klemarczyka. Jest to dobry punkt odniesienia, kiedy na co dzień trzeba się, niestety, zmagać z brakiem wiedzy na temat weganizmu i żywienia dzieci. 
Można oczywiście tych problemów i dylematów uniknąć i żywić Matyldę w tradycyjny sposób. Kilkakrotnie słyszeliśmy zarzut, że narzucamy Matyldzie naszą decyzję. Przecież nie wiemy czy ona chce być weganką. Oczywiście, że nie wiemy. Nie wiemy również czy będzie się jej kiedyś podobało jej imię, czy będzie chciała przynależeć do jakiegoś kościoła, czy lubi żółty kolor (tak pomalowaliśmy  ściany w jej pokoju). Tak jak wszyscy rodzice chcemy dla naszego dziecka jak najlepiej. Ale to „najlepiej” jest bardzo, bardzo subiektywne. Dla nas najlepszy jest weganizm, bo daje możliwość ograniczenia cierpienia zwierząt, bo jest zdrowy, bo pozwala na życie bez wykorzystywani, czynienia krzywdy i zabijania. Chcemy tworzyć dla Matyldy piękny, przepełniony miłością świat, ona jest jego częścią. Dla nas weganizm jest kluczem. Być może kiedyś ona zdecyduje inaczej… Przyjmiemy to, bo to będzie jej decyzja, nie lekarza, któremu nie chce się poszerzyć swojej wiedzy, nie presja rodziny. Chcemy po prostu dać jej fundament zgodny z naszym światopoglądem, reszta będzie należała do niej. Ale chcemy też, jak wszyscy rodzice, wsparcia, pomocy, czasami słów otuchy i poczucia, że zwyczajnie dajemy radę w jednej z najważniejszych z życiowych ról.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz