Kiedyś
wybrałam weganizm. Wybrałam go dla siebie i dla świata, który mnie otacza. Tak
ten wybór traktowałam wtedy i traktuję dziś. Decyzja o tym, czy jemy mięso, czy
nie dotyczy tylko naszego osobistego talerza. Zwartość naszej lodówki i
kuchennych szafek ma wpływ na życie innych istot. Nie chcę uczestniczyć w
zabijaniu, krzywdzeniu, wykorzystywaniu, więc robię to, co mogę, co potrafię,
co jest w moim zasięgu – jestem weganką. Kiedy podejmowałam decyzję o wyeliminowaniu
z diety nabiału i jajek (mięsa nie jadłam już dużo wcześniej) nie miałam
pojęcia o tym jak wygląda wegański jadłospis i naprawdę myślałam, że weganie
jedzą trawę. Ale byłam konsekwentna, a argumenty, które przekonały mnie do
zmian były tak silne, że byłam gotowa żywić się do końca życia ryżem z
warzywami :). Okazało się oczywiście, że dieta wegańska to mnogość możliwości, że
moja kuchnia ożyła, nabrała kolorów, potrzebna była chwila na rozeznani, kilka
blogów kulinarnych (dziś sama piszę bloga o wegańskim gotowaniu), trochę
wiadomości o zdrowotnych walorach diety roślinnej. Bycie dorosłym weganinem
jest dziecinnie proste. Oczywiście czeka nas kilka mniej przyjemnych rozmów z
rodziną czy znajomymi, ale to wszystko jest chwilowe. A kiedy na spotkania przyjdziemy
z wegańskim plackiem z jagodami lub
humusem z burakiem, zjednamy sobie najbardziej zagorzałych mięsożerców. Sprawy
mają się zupełnie inaczej, gdy w wegańskiej rodzinie pojawia się dziecko. Wiem
coś o tym, bo jestem mamą jedenastomiesięcznej Matyldy. Przekonanie o tym, że
mięso i nabiał są nam potrzebne do rozwoju jest w naszym społeczeństwie bardzo
silnie zakorzenione. Rodzice wegańskiego dziecka spotkają się
najprawdopodobniej z krytyką ze strony rodziny, znajomych, nieznajomych, ale
też lekarzy. Tak było z nami. Z własnych doświadczeń mogę poradzić wegańskim
rodzicom, jeśli to tylko możliwe nie przyznawajcie się do diety w gabinecie
lekarskim. My wyniku kilku zawirowań musieliśmy poinformować o naszej diecie
już na sali poporodowej. I od pediatry usłyszeliśmy kilka niemiłych słów, które
do tej pory dźwięczą mi w uszach. Pani doktor stwierdziła, że nasze dziecko nie
będzie się normalnie rozwijać, będzie chorowite, będzie miało problemy ze
skórą, z nauką w szkole. Naprawdę to nie są wróżby jakie chce usłyszeć matka
kilkanaście godzin po porodzie. Nasza
pediatra na jednym ze szczepień powiedziała, że nasz wybór jest bardzo
niebezpieczny, bo przecież nie wiemy co z takich dzieci wyrośnie. Mamy za sobą
jeszcze kilka takich miłych rozmów. I
to jest tak, można je po prostu zlekceważyć. Oprzeć się na stanowisku WHO lub na opinii Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego i robić swoje. Jednak w praktyce nie jest to
takie proste, przynajmniej dla mnie. Chciałabym mieć w lekarzu mojego dziecka oparcie, poczucie że stanowimy jakiś wspólny
front, że jeśli kiedyś Matylda będzie miała jakieś problemy ze zdrowiem (a
przecież każdy jakieś czasami ma) jej schorzenia nie będą postrzegane wyłącznie
przez pryzmat diety. Dopóki decyzja o weganizmie dotyczyła tylko mnie bez
problemu rodziłam sobie z tym, że lekarze nie wiele wiedzą na temat diety
wegańskiej, a co gorsze dobrze im z tym. Jednak od kiedy mam pod opieką istotę,
za którą jestem w pełni odpowiedzialna, mam potrzebę poradzenie się,
skonsultowania. I denerwuje mnie to, że tak trudno o lekarza, z którym można
porozmawiać o weganizmie. A przecież stanowisko ADA jest jasne („Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne wyraża stanowisko,
że odpowiednio zaplanowane diety wegetariańskie, w tym diety ściśle
wegetariańskie, czyli wegańskie, są zdrowe, spełniają zapotrzebowanie
żywieniowe i mogą zapewniać korzyści zdrowotne przy zapobieganiu i leczeniu
niektórych chorób.
Dobrze zaplanowane diety wegetariańskie są odpowiednie dla osób na wszystkich etapach życia, włącznie z okresem ciąży i laktacji, niemowlęctwa, dzieciństwa, dojrzewania, oraz dla sportowców.” Źródło: Empatia.). Na szczęcie, wbrew obawom naszej pediatry, nie jesteśmy jedynymi rodzicami, którzy zdecydowali się wprowadzić wegańską dietę u swojego dziecka. Z pomocą przyszedł Internet i wegańskie znajomości. Znaleźliśmy lekarza, który zajmuję się opieką nad wegańskimi i wegetariańskimi rodzinami. W Warszawie w Instytucie Matki i Dziecka, w Zakładzie Żywienia pracuje doktor Witold Klemarczyk. Na wizytę trzeba umawiać się z dużym wyprzężeniem, ale naprawdę warto. Pan doktor jest cudownym lekarzem, wzbudził nasze zaufanie, traktuje wegan jak normalnych ludzi. A my bardzo tego potrzebowaliśmy, by nie traktowano nas jak odmieńców, którzy na domiar złego wciągają w swoje dziwactwa dziecko. Myślę, że młodym rodzicom trudno sobie poradzić, gdy wokół ich decyzji związanych z dzieckiem narasta nieprzyjemna atmosfera potępienia. I chociaż wiem, ze mam prawo wybrać weganizm dla siebie i dla mojego dziecka, potrzebowałam takiego potwierdzenia z zewnątrz. Jeśli jesteście rodzicami młodego weganina czy weganki, polecam wizytę u doktora Klemarczyka. Jest to dobry punkt odniesienia, kiedy na co dzień trzeba się, niestety, zmagać z brakiem wiedzy na temat weganizmu i żywienia dzieci.
Dobrze zaplanowane diety wegetariańskie są odpowiednie dla osób na wszystkich etapach życia, włącznie z okresem ciąży i laktacji, niemowlęctwa, dzieciństwa, dojrzewania, oraz dla sportowców.” Źródło: Empatia.). Na szczęcie, wbrew obawom naszej pediatry, nie jesteśmy jedynymi rodzicami, którzy zdecydowali się wprowadzić wegańską dietę u swojego dziecka. Z pomocą przyszedł Internet i wegańskie znajomości. Znaleźliśmy lekarza, który zajmuję się opieką nad wegańskimi i wegetariańskimi rodzinami. W Warszawie w Instytucie Matki i Dziecka, w Zakładzie Żywienia pracuje doktor Witold Klemarczyk. Na wizytę trzeba umawiać się z dużym wyprzężeniem, ale naprawdę warto. Pan doktor jest cudownym lekarzem, wzbudził nasze zaufanie, traktuje wegan jak normalnych ludzi. A my bardzo tego potrzebowaliśmy, by nie traktowano nas jak odmieńców, którzy na domiar złego wciągają w swoje dziwactwa dziecko. Myślę, że młodym rodzicom trudno sobie poradzić, gdy wokół ich decyzji związanych z dzieckiem narasta nieprzyjemna atmosfera potępienia. I chociaż wiem, ze mam prawo wybrać weganizm dla siebie i dla mojego dziecka, potrzebowałam takiego potwierdzenia z zewnątrz. Jeśli jesteście rodzicami młodego weganina czy weganki, polecam wizytę u doktora Klemarczyka. Jest to dobry punkt odniesienia, kiedy na co dzień trzeba się, niestety, zmagać z brakiem wiedzy na temat weganizmu i żywienia dzieci.
Można oczywiście tych problemów i dylematów uniknąć
i żywić Matyldę w tradycyjny sposób. Kilkakrotnie słyszeliśmy zarzut, że narzucamy
Matyldzie naszą decyzję. Przecież nie wiemy czy ona chce być weganką. Oczywiście,
że nie wiemy. Nie wiemy również czy będzie się jej kiedyś podobało jej imię,
czy będzie chciała przynależeć do jakiegoś kościoła, czy lubi żółty kolor (tak
pomalowaliśmy ściany w jej pokoju). Tak
jak wszyscy rodzice chcemy dla naszego dziecka jak najlepiej. Ale to
„najlepiej” jest bardzo, bardzo subiektywne. Dla nas najlepszy jest weganizm,
bo daje możliwość ograniczenia cierpienia zwierząt, bo jest zdrowy, bo pozwala
na życie bez wykorzystywani, czynienia krzywdy i zabijania. Chcemy tworzyć dla
Matyldy piękny, przepełniony miłością świat, ona jest jego częścią. Dla nas
weganizm jest kluczem. Być może kiedyś ona zdecyduje inaczej… Przyjmiemy to, bo
to będzie jej decyzja, nie lekarza, któremu nie chce się poszerzyć swojej
wiedzy, nie presja rodziny. Chcemy po prostu dać jej fundament zgodny z naszym
światopoglądem, reszta będzie należała do niej. Ale chcemy też, jak wszyscy
rodzice, wsparcia, pomocy, czasami słów otuchy i poczucia, że zwyczajnie dajemy
radę w jednej z najważniejszych z życiowych ról.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz