Będąc w
ciąży, zastanawiałam się, jak będziemy wychowywać córkę. Obserwowałam naszych
znajomych i rozważałam, czy ich podejście jest dla mnie, dla nas, odpowiednie. Teraz, gdy nasza córeczka ma prawie pięć
miesięcy, uświadamiam sobie, że czas na zastanawianie się skończył.
Teraz trzeba działać, bo to dzieje się już teraz – wychowujemy.
Rodzicielstwo
to ciągłe pytania, rozterki, wybory
Spać z
dzieckiem czy nie, nosić w chuście czy wozić w wózku, szczepić czy nie szczepić
itd. Kilka takich dylematów mamy już za sobą, wiele jeszcze przed nami. Tym
razem jeden z największych. Bo co to
znaczy wychowywać?
Mówi się o
dzieciach dobrze lub źle wychowanych, jakie to dzieci? Co to znaczy, że dziecko
jest grzeczne? Na przykład: nie płacze, sprząta klocki po zakończonej zabawie i
nie wchodzi na stół? Inaczej mówiąc: grzeczne dziecko to takie, które spełnia
nasze oczekiwania. Tylko dlaczego
miałoby je spełniać? Przecież ten mały człowiek, który pojawił się w
naszej rodzinie, jest autonomiczną jednostką; czy ktoś chciałby żyć nieustanie
spełniając czyjeś oczekiwania? Dlaczego nasze dzieci miałby tak funkcjonować?
No tak, ale jednak fajniej mieć dziecko, które rzadko płacze, sprząta po
zabawie i nie wchodzi na stół. I co z tym fantem zrobić? Jak wychowywać, by nie
ograniczać, ale jednocześnie gdzieś wokół grzeczności oscylować?
Bez
kar i nagród
Z pomocą
może nam przyjść wypracowany system kar i nagród. Ale mnie na sam dźwięk słowa
„kara” przechodzą dreszcze. Bo w teorii to wszystko wygląda super, ale
przejdźmy do praktyki. Jak niby taka kara ma wyglądać i czy kara może
czegokolwiek uczyć? Bo mnie się wydaje, że najlepiej uczymy się wtedy, kiedy
jest nam miło, przyjemnie, bezpiecznie. Kara już z samej swej natury zaburza
dobre samopoczucie, zaburzy też moim zdaniem proces uczenia się. Karą może być
odebranie przyjemności, upomnienie. Nie posprzątasz – nie obejrzysz bajki, nie
lubię dzieci, które nie sprzątają… Tak ma wyglądać kara? Jakoś tego nie widzę.
Jeśli dziecko nie sprząta po skończonej zabawie, ukaranie go nic nam nie
pomoże. To co zrobić, by chciało sprzątać? Jak nie kara, to może nagroda? Tu
też mam opory. Posprzątaj, to obejrzysz bajkę – przekupstwo. Lubię, kiedy tak
ładnie sprzątasz – a gdzie miejsce na bezwarunkową akceptację? Kocham moje
dziecko zawsze, nawet wtedy, kiedy nie posprząta po zabawie. Nie chcę w naszych
relacjach przekupstwa, straszenia, chcę dawać poczucie bezpieczeństwa, budować
poczucie wartości i samodzielność. Coś mi się to z tymi karami i nagrodami
zgodzić nie chce.
Kiedy kilka tygodni temu nasze popołudnia zdominowane były przez ataki
kolki, nosiłam córeczkę w objęciach i jak mantrę powtarzałam: kocham cię. Chciałam, by czuła, że choć nie
umiem jej pomóc, jestem z nią w tym płaczu. Akceptowałam ją w pełni, otaczałam
opieką, starałam się utulić w płaczu. Cieszę się, że nie zostawiłam jej wtedy
samej, nie odkładałam, aż się wypłacze. Przeszłyśmy przez to razem, czuję, że
coś się między nami, dzięki temu, zbudowało. Ten płacz był naszym wspólnym
problem i razem musiałyśmy stawić mu czoła. Bałagan po zabawie to też nasz
wspólny problem. I tak bym wolała to widzieć, bo jeśli spojrzymy na niechciane
zachowanie (bałaganienie, odmowa współpracy przy ubieraniu, jedzeniu) jako na
wspólny problem, to nie będzie tu miejsca na kary i nagrody. Będzie miejsce na
negocjacje, z kolką nie można było negocjować, ale z partnerem, którym jest
nasze dziecko – chyba można? Nie wiem. Tak sobie to wymyśliłam.
Zasady
od wewnątrz
Jest jeszcze
coś: zasady, ale nie takie, za których łamanie grozi kara, ale takie, których
się trzymamy, bo się kochamy i szanujemy. Zasady, które mają swoje źródło
wewnątrz, nie na zewnątrz, i których po prostu chce się przestrzegać. Może
jeśli od początku będziemy sprzątać po zabawie, jeśli w czas przeznaczony na
zabawę będzie wkalkulowany czas na sprzątanie, to obie zapragniemy porządku…
Uśmiecham się do swoich słów, bo nie wiem, czy tak będzie. Przed nami jeszcze długa droga, pytamy,
szukamy, zastanawiamy się, ale już wiemy, że kary i nagrody są nie dla nas.
Zbyt często myli się uczenie konsekwencji z karaniem i nagradzaniem.
Córeczko,
nawet jeśli nie posprzątasz tych klocków, ja będę cię kochać tak samo mocno. I
bardzo chcę wiedzieć jak najlepiej wtedy postąpić, daj mi jeszcze trochę czasu…
Napisałam
ten tekst kilka miesięcy. Trochę się u nas od tamtej pory pozmieniało, na
przykład wiem już, że chyba obie mamy w nosie sprzątanie :), szkoda nam na nie
czasu. A co do kar i nagród, coraz mocniej utwierdzam się w poczuciu, że nie są
nam do niczego potrzebne. Matylda kończy dziś 21 miesięcy nigdy nie była
ukarana ani nagrodzona, po prostu ją kochamy, rozmawiamy, przytulamy, jesteśmy
po partnersku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz