sobota, 13 czerwca 2015

Kary i nagrody



Będąc w ciąży, zastanawiałam się, jak będziemy wychowywać córkę. Obserwowałam naszych znajomych i rozważałam, czy ich podejście jest dla mnie, dla nas, odpowiednie. Teraz, gdy nasza córeczka ma prawie pięć miesięcy, uświadamiam sobie, że czas na zastanawianie się skończył. Teraz trzeba działać, bo to dzieje się już teraz – wychowujemy.

Rodzicielstwo to ciągłe pytania, rozterki, wybory
Spać z dzieckiem czy nie, nosić w chuście czy wozić w wózku, szczepić czy nie szczepić itd. Kilka  takich dylematów mamy już za sobą, wiele jeszcze przed nami. Tym razem jeden z największych. Bo co to znaczy wychowywać?
Mówi się o dzieciach dobrze lub źle wychowanych, jakie to dzieci? Co to znaczy, że dziecko jest grzeczne? Na przykład: nie płacze, sprząta klocki po zakończonej zabawie i nie wchodzi na stół? Inaczej mówiąc: grzeczne dziecko to takie, które spełnia nasze oczekiwania. Tylko dlaczego miałoby je spełniać? Przecież ten mały człowiek, który pojawił się w naszej rodzinie, jest autonomiczną jednostką; czy ktoś chciałby żyć nieustanie spełniając czyjeś oczekiwania? Dlaczego nasze dzieci miałby tak funkcjonować? No tak, ale jednak fajniej mieć dziecko, które rzadko płacze, sprząta po zabawie i nie wchodzi na stół. I co z tym fantem zrobić? Jak wychowywać, by nie ograniczać, ale jednocześnie gdzieś wokół grzeczności oscylować?
Bez kar i nagród
Z pomocą może nam przyjść wypracowany system kar i nagród. Ale mnie na sam dźwięk słowa „kara” przechodzą dreszcze. Bo w teorii to wszystko wygląda super, ale przejdźmy do praktyki. Jak niby taka kara ma wyglądać i czy kara może czegokolwiek uczyć? Bo mnie się wydaje, że najlepiej uczymy się wtedy, kiedy jest nam miło, przyjemnie, bezpiecznie. Kara już z samej swej natury zaburza dobre samopoczucie, zaburzy też moim zdaniem proces uczenia się. Karą może być odebranie przyjemności, upomnienie. Nie posprzątasz – nie obejrzysz bajki, nie lubię dzieci, które nie sprzątają… Tak ma wyglądać kara? Jakoś tego nie widzę. Jeśli dziecko nie sprząta po skończonej zabawie, ukaranie go nic nam nie pomoże. To co zrobić, by chciało sprzątać? Jak nie kara, to może nagroda? Tu też mam opory. Posprzątaj, to obejrzysz bajkę – przekupstwo. Lubię, kiedy tak ładnie sprzątasz – a gdzie miejsce na bezwarunkową akceptację? Kocham moje dziecko zawsze, nawet wtedy, kiedy nie posprząta po zabawie. Nie chcę w naszych relacjach przekupstwa, straszenia, chcę dawać poczucie bezpieczeństwa, budować poczucie wartości i samodzielność. Coś mi się to z tymi karami i nagrodami zgodzić nie chce.
Kiedy kilka tygodni temu nasze popołudnia zdominowane były przez ataki kolki, nosiłam córeczkę w objęciach i jak mantrę powtarzałam: kocham cię. Chciałam, by czuła, że choć nie umiem jej pomóc, jestem z nią w tym płaczu. Akceptowałam ją w pełni, otaczałam opieką, starałam się utulić w płaczu. Cieszę się, że nie zostawiłam jej wtedy samej, nie odkładałam, aż się wypłacze. Przeszłyśmy przez to razem, czuję, że coś się między nami, dzięki temu, zbudowało. Ten płacz był naszym wspólnym problem i razem musiałyśmy stawić mu czoła. Bałagan po zabawie to też nasz wspólny problem. I tak bym wolała to widzieć, bo jeśli spojrzymy na niechciane zachowanie (bałaganienie, odmowa współpracy przy ubieraniu, jedzeniu) jako na wspólny problem, to nie będzie tu miejsca na kary i nagrody. Będzie miejsce na negocjacje, z kolką nie można było negocjować, ale z partnerem, którym jest nasze dziecko – chyba można? Nie wiem. Tak sobie to wymyśliłam.
Zasady od wewnątrz
Jest jeszcze coś: zasady, ale nie takie, za których łamanie grozi kara, ale takie, których się trzymamy, bo się kochamy i szanujemy. Zasady, które mają swoje źródło wewnątrz, nie na zewnątrz, i których po prostu chce się przestrzegać. Może jeśli od początku będziemy sprzątać po zabawie, jeśli w czas przeznaczony na zabawę będzie wkalkulowany czas na sprzątanie, to obie zapragniemy porządku… Uśmiecham się do swoich słów, bo nie wiem, czy tak będzie. Przed nami jeszcze długa droga, pytamy, szukamy, zastanawiamy się, ale już wiemy, że kary i nagrody są nie dla nas. Zbyt często myli się uczenie konsekwencji z karaniem i nagradzaniem.
Córeczko, nawet jeśli nie posprzątasz tych klocków, ja będę cię kochać tak samo mocno. I bardzo chcę wiedzieć jak najlepiej wtedy postąpić, daj mi jeszcze trochę czasu…

Napisałam ten tekst kilka miesięcy. Trochę się u nas od tamtej pory pozmieniało, na przykład wiem już, że chyba obie mamy w nosie sprzątanie :), szkoda nam na nie czasu. A co do kar i nagród, coraz mocniej utwierdzam się w poczuciu, że nie są nam do niczego potrzebne. Matylda kończy dziś 21 miesięcy nigdy nie była ukarana ani nagrodzona, po prostu ją kochamy, rozmawiamy, przytulamy, jesteśmy po partnersku.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz