poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Sukienka



Kupujemy z Matyldą wodę w osiedlowym sklepiku. Pani ekspedientka uśmiecha się do nas i mówi do M jakie masz mądre oczy, na pewno będziesz się dobrze uczył. Uczyła – delikatnie panią poprawiam – to dziewczynka. Pani sklepowa troszkę zmieszana: bo w tym wieku to jeszcze nie widać. Bardzo spokojnie mówię, że tak to jest z takimi maluszkami.
Matylda ma jeszcze krótkie włosy i kiedy strój nie podkreśla jej biologicznej płci, naprawdę można się pomylić. Nie widzę w tym żadnego problemu. Nie jest mi przykro, gdy ktoś myśli, że jest chłopcem i jestem przekonana, że Matyldzie też to nie przeszkadza. Wychodzimy ze sklepu, Matylda macha zadowolona papa.
-Bo mogłaby pani ją w sukienkę ubrać,  a nie tak w spodniach – rzuca sklepowa w naszą stronę.
Jestem zaskoczona jej słowami, jakby sobie przypomniała, że jednak to moja wina, że ona się pomyliła i musi mi to wypomnieć. Nie odpowiadam, wychodzimy. Ale zostaje niesmak. Jak to? To ja mam moje dziecko ubierać w taki sposób, by ktoś inny źle się nie poczuł, bo pomyślał, że M to chłopiec? Nie, nie.
Ale po kolei. Matylda była ubrana w spodnie i koszulkę z zielonym samochodem. Sama sobie ten strój wybrała. Nie wiem czym kieruje się Matylda w wyborze garderoby, ja kupując jej ubrania myślę o tym by były praktyczne, wygodne, dobrze się prały. Co nie znaczy że M nie ma i nie nosi sukienek. Mamy letnie tuniki, princeski a nawet suknię balową. Ale tak jak każdy człowiek, Matylda również może chodzić w spodniach, w sukienkach i w spódnicach też (za co jesteśmy obie bardzo wdzięczne pewnym paniom, które nam to, i inne prawa, kiedyś wywalczyły).
Kiedyś przyjdzie taki moment, że strój przestanie być tylko ochroną przed zimnem i zacznie w jej życiu pełnić funkcję społeczno – kulturową. Będzie wtedy sama decydowała co i jak chce nosić. Ale dziś, kiedy ma niespełna dwa latka, to naprawdę nie ma znaczenia. A właściwe powinnam napisać nie powinno mieć znaczenia. Bo płeć Matyldy (ta społeczno-kulturowa oczywiście) jest jeszcze maleńkim okruszkiem, gdzieś  z tyłu jej główki. I w tej chwili moja córeczka nie czuje się jeszcze ani kobietą, ani mężczyzną. I nie zrozumiałaby dlaczego pani w sklepie chciałaby zamienić jej ukochaną koszulkę z zielonym samochodem na koronkową sukienkę.
My natomiast nie zmierzamy Matyldzie niczego narzucać ani falbanek, ani ich braku, ani spodni, ani spódniczek. Sama sobie kiedyś znajdzie sposób na wyrażenie tego kim będzie, bez względu na to, co to będzie oznaczać. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz